Forum Warhammer PBF Strona Główna Warhammer PBF
Fabularna gra wyobraźni osadzona w realiach Starego Świata
 
RejestracjaRejestracja
POMOCPOMOC FAQFAQ SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 
[opowiadanie] Dzieje Esgaroth'a (cz. I-IV)

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Warhammer PBF Strona Główna -> Karczma
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Esgaroth
Mistrz Gry


Dołączył: 23 Paź 2009
Posty: 22162
Skąd: taki pomysł?! O_o

PostWysłany: Sro Kwi 28, 2010 13:55    Temat postu: [opowiadanie] Dzieje Esgaroth'a (cz. I-IV) Odpowiedz z cytatem

Słowo wstępne

Cóż, długo myślałem nad tym czy zamieścić to na tym forum czy nie. Jednak sie zdecydowałem. Otóż... jest to moje drugie opowiadanie. Pierwsze - można to nazwać powieścią. - spisane zostało przeze mnie ręcznie w kilku zeszytach, lecz moja szanowna babcia podczas sprzątania najprawdopodobniej wyrzuciła to do śmieci. Tak czy owak - pierwsza powieść zaginęła bez śladu. Trzecim opowiadaniem może uraczę was w przyszłości. Jest długie, o wiele dłuższe niż to poniższe i co więcej - nie jest dokończone. Planowane było 6 części. Napisałem 5. I utknąłem. Powracając do Dziejów Esgaroth'a: napisałem to mając lat 13. To ponad 5 lat temu, więc proszę byście mieli mój wiek i mierne doświadczenie na uwadze podczas lektury :). Po drugie: dlaczego "Esgaroth'a". Nie chodzi tu o samouwielbienie i podniecanie się nickiem, ale w tamtych czasach bardzo podobał mi się ten mój nowy nick (zachowany do dziś). Dlatego tak nazwałem bohatera.
Po trzecie: najważniejsze. W tamtych czasach byłem największym fanem Gothica. Niemalże fanatykiem. Opowiadanie ów zawarte jest właśnie w świecie gothica, powtarzają się postacie, historia itd itp. Tak więc jeśli grał ktoś w (szczególnie) Gothica 2 i dodatek Noc Kruka, to na pewno połapie się co i jak. Oczywiście ci, którzy nie grali też mogą śmiało czytać. Opowiadanie skomplikowane nie jest. I proszę o komentarze.

No to jedziemy.




Dzieje Esgaroth’a – część I

Historia ta, jest wielce znana pośród starszyzny, magów i pośród myśliwych. Zaczyna się ona dnia przesilenia letniego. Jak co dzień, Esgaroth, człowiek 19- letni wybywał z domu na kilkudniowe polowania. Był jednym z lepszych myśliwych w terenach Khorinis. Człowiek ten ubranie miał znoszone, niczym wędrowiec, u pasa wisiał nóż myśliwski z rubinową rękojeścią. Na plecach nosił łuk, z którym nie rozstawał się choćby na chwilkę. Cisowy łuk – prezent na ostatnie urodziny dany mu przez ojca. Wyruszył. Jedynie kwadrans godziny dzielił go do najbliższego pasma gór i rozległych lasów
Esgaroth ukląkł na zdeptanej, zbrązowiałej trawie i fachowym okiem zmierzył ślady. Mówiły mu, że ścierwojady, lub też cieniostwory, na które żaden myślący myśliwy nie chciałby trafić, były na łące zaledwie pół godziny wcześniej. Jego cel, niewielki ścierwojad wędrujący ze stadem. Dziwne, - pomyślał Esgaroth - że to zwierze dotarło tak daleko i nie padło ofiarą wilka.

Polowanie trwało już dwa dni i dwie noce. Informacja ta nie zaniepokoiła Esgaroth’a, gdyż wiele razy polował, znał się na swoim fachu i przebywał poza domem częściej niż w nim. Jego ojciec wyruszył, jako poszukiwacz przygód na północ, gdyż, jak sądził Esgaroth, płynęła w nim żyłka magii i kochał przygody.

Myśliwy nie mógł pogodzić się z myślą, że tak szybko ubywało prowiantu.
Jeśli nie zdoła zabić przynajmniej kilku ścierwojadów, wróci do matki bez pożywienia.
Esgaroth podniósł się i ruszył naprzód pewnym siebie krokiem przez skąpany w błyszczącym blasku księżyca las. Podążał w stronę polany, na której z pewnością spały ścierwojady. Myśliwy jedynie od czasu do czasu patrzył na ślady. Na skraju polany, nałożył sprawnie strzałę na cięciwę. Esgaroth po cichu skradał się czołgając po mokrej od rosy trawie. Uniósł łuk. Odetchnął głęboko.
W tej chwili gdzieś z jądra ziemi wystąpiło trzęsienie. Ścierwojady, krzycząc rzuciły się do ucieczki. Oszołomiony Esgaroth wypuścił strzałę, chybił.
Klnąc, rzucił się w pogoń. Biegł bardzo długo. Często potykał się o kamienie i stare pnie drzew. Ścierwojady nie zwalniały, tylko pędziły naprzód.
-Co ich tak spłoszyło, co to był za wybuch? – Zastanawiał się myśliwy.
Musiał to sprawdzić. Ambicji mu nie brakowało, jak powtarzali inni, rozmawiając na temat Esgaroth’a. Zaczęło świtać, odgłosy nocy milkły powoli, gdzieś w oddali słychać było przeróżne ptaki śpiewające o nowym dniu.
Nogi odmawiały posłuszeństwa i głośno protestowały po każdym kroku.
Esgaroth potknął się po raz kolejny, a że był zmęczony, stracił równowagę i ześlizgnął się ze skały, padając z głuchym łoskotem na plecy.
Przez chwile nie mógł oddychać. Trop ścierwojadów został zgubiony.
Nękany sumieniami Esgaroth, wstał. Twarz miał brudną od błota. Przyłożył ucho do kamienistej ziemi, nasłuchując. Gdzieś w oddali usłyszał znów podziemny łoskot. Zignorował go, wmawiając sobie, że się przesłyszał.

Po jakimś czasie, gdy słońce zaczęło zachodzić, bohater wyszedł z jaskini, gdzie przebolał swojego pecha, podczas polowania. Nie mógł przestać myśleć o odgłosach z głębin ziemi. Tego dnia, zaczął poszukiwania.
Szedł na północ, myśli kłębiły się w jego głowie. Gdy stracił już chęci dalszego marszu, usiadł, jakaś siła ciągnęła go do działania: serce zabiło mu szybciej, gdy położył się na skalistym urwisku. Przed nim rozciągała się przepiękna dolina.
Pośrodku wznosiła się, kamienna piramida. Schodząc ze skały, oczy wlepione miał w budowlę. Rozejrzał się niechętnie dookoła, szukając jakichkolwiek oznak życia. Nie było w tym miejscu żadnej zwierzyny ani ludzi. Esgaroth odetchnął z ulgą. On, sam jeden pośród ruin pradawnej cywilizacji! Zrozumiał gdzie jest... Oczy miał zamydlone, gdy się obrócił. Grunt był rozkopany magiczną siłą, nie narzędziami. Esgaroth kochał magię i wszystko co z nią związane, choć nigdy nie miał z nią do czynienia, teraz widział nasycony magią
rów. Niby nic niezwykłego, lecz znów ta sama siła ciągnęła go do środka – do małego otworu w skale. Ciemność i zaduch zalegał w czeluściach podziemi.
Esgaroth, nie myślał długo nad decyzją. Zamknął oczy, by uchronić się od zalegającego dookoła kurzu. Wycofał się jednak. –Przecież nie jestem gotowy! – Pomyślał. Przed kolejne dwa dni zdobywał zapasy. Wkrótce miał już pełne bukłaki z wodą, a także worki z mięsem, grzybami i najróżniejszymi ziołami.
Kilka pochodni, zrobionych z kijka i zielska wsadził do kołczanu na plecach. - Powinno wystarczyć na podróż poprzez podziemia – powiedział sam do siebie Esgaroth. Lekko dygocząc z zimna i sapiąc z nerwów i podniecenia zagłębił się w niezbadane, podziemne korytarze. Wiedział, że ryzykuje swoje życie…

Koniec części I


Dzieje Esgaroth’a – część II

Podróż Esgaroth’a przez podziemne tunele, pozbawiła jego włosów blasku. Ostatnia pochodnia zaczęła kończyć swój żywot. Myśliwy zaczął wątpić w cel swojej wyprawy. Bał się i to okrutnie, gdy raz po raz pająki beztrosko chodziły po jego szyi i rękach. Czuł jak poziom się obniża, schodził w dół. A im niżej stawiał kroki, tym mniej widział. Dookoła był tylko ciemność. Po dniu podróży
Esgaroth ujrzał freski i malowidła na ścianach. Przedstawiały, dawny lud, budynki i przedziwnych bogów. Był daleko od domu, gnębiło go to coraz bardziej. Bał się o matkę, ale czuł, że jego ojciec mógł tu przebywać…
Wyciągnął rękę i pomachał przed oczyma. Nie widział jej, byłą tylko cisza i ciemność.

–W takiej ciemności człowiek traci poczucie czasu! Nie wiem czy jest noc, czy dzień – jęknął. Jego głos rozszedł się po starym, ciemnym korytarzu. Niekiedy małe odłamki farby i kurzu z sufitu latały dookoła, opadając bezszelestnie na twardy grunt. Duchota panująca w środku, nie pozwalała normalnie odetchnąć. Wreszcie, w momencie, gdy Esgaroth kończył jeść posiłek, wystąpiła całkiem nowa eksplozja. Zerwał się na nogi, gdy wielki kawał sufitu spadł z łoskotem przed jego stopami. Założył tobołek na plecy, łuk złapał w rękę i czekał na jakikolwiek ruch istoty.
Zaświecił dopaloną pochodnią. Szedł po cichu przez kolejny korytarz, zamarł.
Stał w olbrzymiej Sali. Ornamenty rzeźbiły podłoże i ściany. Freski oświetlone były przez magicznie palące się pochodnie i świece. Marmurowe schody prowadziły na niższy poziom. Z sufitu, wlatywał promyk światła, oświetlając i skupiając się na wielkich, kamiennych drzwiach na końcu Sali.
W tym pomieszczeniu nie było duszno. Zapach wiatru roznosił się i pływał w powietrzu. Tego dnia, a raczej wieczoru Esgaroth odkrył jakąś magiczną siłę i przestrzeń za kamiennymi wrotami. Gdy kładł się spać na kamiennej posadzce, patrzył z błyskiem w oczach na freski. Trudno było sobie uświadomić, co oznaczają wyryte runy i miny ludzi przedstawionych na malowidłach. Myśliwy zmrużył oczy, starał się zapaść w sen. Nie mógł…
Długo leżał i rozmyślał nad swoją wyprawą, przygodą i opuszczeniem domu.
A gdy przypomniał sobie o podróży ojca, zamknął oczy i wypowiedział słowa:
-Może będę miał jakąś wizję?
Oddychał coraz wolniej, obraz w oczach ściemnił się. Zasnął…

Szedł powoli po całkiem nowych gruntach,
Widział kasty walczące w buntach,
Stąpał po dziewiczych i smukłych lasach,
Wszyscy żyli w mrocznych czasach,
Ruiny cywilizacji – myślał – moim domem…
Ktoś atakuje drugiego szponem, krzycząc podłym tonem!
Kasta wojowników z zimną krwią kogoś rani,
Wojownik ucieka od jego pani,
Serce Ducha jest wydarte!
WROTA JARKENDARU SĄ OTWARTE!!!


Esgaroth z wrzaskiem otworzył oczy. Natychmiast je zamknął. Mocno błękitne światło straszliwie zraniło jego źrenice, przywykłe do stałej ciemności. Leżał nieruchomo na ziemi, trzęsąc się z bólu. Po jakimś czasie, gdy ochłonął, wstał.
Kamienne wrota były uchylone, ze środka sączyła się wić magii.
-Portal!- Krzyknął ze zdumienia Esgaroth.
Zaiste, był to portal. Wojownik wiedział o tym, gdyż słyszał różne mity i legendy, mówiące o zapadłych miastach, zatopionych twierdzach, mrocznych zamkach i ukrytych kontynentach. Do każdego upiornego miejsca prowadził magiczny portal.
Gdy zbliżył się do bramy, serce tłukło mu się w piersi, jakby miało chęć uciec.
-Jarkendar…cóż to takiego? Czyż to ląd, czy może coś innego? – Szepnął.
Bał się, że portal zniknie i przepadnie toteż założył luk na plecy, tobołek na ramię, odetchnął. Dziwny brzdęk dobiegł z magicznego przejścia. Wzdrygnął się, zamknął oczy i zrobił krok naprzód. Całe jego Esgaroth’a zaczęło drętwieć, od stóp do głów. Nie mógł wydobyć słowa, Światło oślepiało mu oczy, nie mógł nawet ich zamknąć! Był sparaliżowany…Nogi oderwały się od gruntu. Zaczął spadać…leciał w dół z kamienną miną przedstawiającą grymas zaskoczenia i szoku. Coś niewidzialnego rwało go raz w górę, raz w dół. Zapadła ciemność, niebieskie światło znikało stopniowo. Uderzył głową o twardy grunt. Zanim zapadł zemdlał, poczuł jak ciepła strużka krwi spływa mu po czole.
Jedyną rzeczą, jaką jeszcze zdołał usłyszeć i zrozumieć było: „WROTA JARKENDARU SĄ OTWARTE”!!!
Zapadł w ciemność…

Koniec części II


Dzieje Esgaroth’a – część III

Esgaroth obudził się z bólem głowy. Dookoła swego ciała miał porozsypywane odłamki licznych skał i głazów. Oszołomiony rozejrzał się. Pomieszczenie, w którym leżał było ciemne i duszne. Światło nie docierało tu – jak sądził – przez kilkadziesiąt lat! Zaklął:
- Niech to szlag!!! Nigdzie się nie przeniosłem, jestem cały czas w tym przeklętym grobowcu…
Przygotował się szybko do powrotu do domu. Wracał tymi samymi korytarzami, orientacja nigdy nie zwodziła Esgaroth'a. Pajęczyny i kurz wzlatywały powoli w powietrze przy każdym szurnięciu nogą. Im dalej szedł przed siebie, tym robiło się cieplej…
Kiedy pierwszy promyk słońca przebił się przez szczelinę w sklepieniu, Esgaroth ujrzał piękne arcydzieło – Malowidło wykonane z przedziwnej farby.
Przedstawiało kobietę uciekającą z dzieciątkiem na rękach. Uciekała przed człowiekiem-potworem w masce, ów postać dzierżyła w ręce Czarny Miecz, dym z niego unosił się ku niebiosom, gdzie z góry niebieska, rozjaśniona postać ciskała piorunami w glebę. Na samym dole fresku, widniały napisy. Zupełnie nie zrozumiałe dla Esgaroth’a…
W ciągu następnych dni bohater nie zdołał ujrzeć następnych malowideł.
Ucieszył się i serce zabiło mu szybciej, gdy na końcu starego korytarza błyskały radosne promienie słońca. Pobiegł w ów stronę.
Gorące powietrze uderzyło go w twarz, odetchnął. Przed nim rozciągał się malowniczy krajobraz, smukłe drzewa kołysały się na wietrze, niebo było bezchmurne, a słońce, niczym ognista kula, ogrzewało ziemię i włosy Esgaroth’a. Owady bzycząc głośno latały w powietrzu.
Z mieszaniną podniecenia i zdziwienie na twarzy oglądał malowniczą, zdobiona ornamentami budowlę przed sobą. Kamienne kolumny wznosiły się ku niebu.
Nie mógł nic wypowiedzieć ze zdumienia, oczy miał szeroko otwarte, czujne.
Uśmiechnął się, odkrył nową część wyspy – Jarkendar.

Stąpał powoli po żwirze na placu, przed budowlą. Nagle, a stało się to bardzo szybko, usłyszał świst grotu nad sobą. Poczuł jak włócznia przyszpila mu nogę do ziemi. Upadł z jękiem. Po chwili, dostał w tył głowy rękojeścią…
-Nie jestem sam…- pomyślał i stracił przytomność.

W jego głowie tłukły się kolejne słowa i przepowiednie, lecz ich nie słyszał. Spadał w otchłań. Jego bezwładne ciało uderzało raz po raz w kolejne kamienie,
Obraz nadal był rozmyty…

-Otwórz oczy Esgaroth’cie! – Usłyszał miły głos w oddali – obudź się!
Leżał na wiklinowym łożu, ubranie miał zdjęte, a ciało przysłaniała zdobiona pierzyna. Czuł, że wiele osób go obserwuje. Uniósł powieki.
Zobaczył postać bogato ubraną, w czarnej zbroi. Był to stary człowiek, jak na swój wiek zmarszczki powinny pokryć jego twarz. Nie było ich, nie było nawet brody czy wąsów.
-Powstań Esgaroth’cie, no już…
Esgaroth uniósł głowę, nadal nic nie mówił.
- Kim jesteście? – Spytał cicho.
- Kim jesteśmy? Ważne, kim Ty jesteś, otworzyłeś portal, czyż nie?
Esgaroth nie wiedział czy można obcym zaufać.
- Nie, nie otworzyłem, sam się uruchomił, gdy spałem.
-Ach, tak…,bo widzisz Esgaroth’cie, my…
-Skąd znacie moje imię?! Skąd posiedliście tą wiedzę? – Wtrącił się.
-Esgaroth’cie, spokojnie. My jesteśmy Jarkendarami, mieszkamy tu od wielu stuleci. Wiemy więcej, niż ci się zdaje…
-Dlaczego chcieliście mnie zabić, tam na placu?
-Nie! Wcale nie chcieliśmy! Mógłbyś nam uciec sprzed nosa, gdybyśmy wyszli do Ciebie…
-Nie sądzę bym uciekał w nieznane tereny.
-Dobrze, więc. Dziś odbędzie się ceremonia, poznasz nas – Jarkendarów, także opowiesz nam o swojej podróży…A teraz odpoczywaj Esgaroth’cie, śpij…- zakończył.

Śniły mu się różne, nieznajome osoby i bogowie. Jego sen był spokojny, cicho szedł przez las, zwierzęta były oswojone. Później, wizja przeobraziła się w mękę! Wielka wojna zstąpiła na ludzi. Brat brata mordował bezlitośnie tnąc mieczem. Szczęk stali uderzał mu w uszy. Ból, męka i cierpienie stały się podstawą tego miejsca…

Obudził się zlany potem, rozejrzał się ostrożnie. Nikogo nie było przy nim. A jednak głos odezwał się z ciemnego kąta:
- Esgaroth’cie, wyczuwam w Tobie wielką energię, czyżbyś widział przyszłość?
- Nie jestem pewien, oby nie…
- No, wstawaj, czas na ceremonię.
Esgaroth podniósł się, noga go nie bolała wogóle.
- Ile tu już jestem? – Spytał.
- Niecałe pół doby, coś nie tak?
- Rana w nodze! Nie ma jej, jak mogła tak szybko wyzdrowieć?!
- Esgaroth’cie, bo widzisz, my…- urwał zastanawiając się - my mamy wielką moc uzdrawiania i moc…- po raz kolejny urwał – dowiesz się na ceremonii.
Podczas marszu przez ciepłe korytarze wyniosłego budynku Esgaroth myślał wiele o owych, niesamowitych ludziach. Odgłosy nocy usypiały go, świerszcze odgrywały swoją melodię, w oddali coraz to nowsze odgłosy było słychać.
Weszli do olbrzymiej Sali. Drewniane stoły uginały się od różnorodnych potraw. Esgaroth w milczeniu podszedł do wolnego miejsca i usiadł.
Kilkadziesiąt par oczu wpatrywało się w niego. Odwrócił wzrok.
Z końca Sali dobiegł donośny głos:
- Przywitajmy Esgaroth’a w naszych progach, bowiem to on dziś w porze świtania słońca przebył podróż poprzez portal! – Zakończył.
W Sali usłyszeć można było pomruki i szepty.
- Wiwat! – Ktoś wykrzyknął.
- WIWAT!!! – Odpowiedziały głosy.
Esgaroth zmieszał się, gdyż nie wiedział, co uczynił, że tak wielbi go ów lud.
Wszyscy zabrali się do posiłku. Człowiek z końca Sali w czarnej zbroi wymawiał głośno modlitwę do Adanosa.
-O, Adanosie, dziękujemy ci i składamy dary, za przybycie do nas owego człowieka, Esgaroth’a! Pozwól nam teraz spożyć posiłek w towarzystwie jegomości.
Esgaroth otworzył oczy ze zdumienia, z jego piersi wydobyło się sapnięcie.
-Jegomości?!- Pomyślał gorączkowo – jestem tylko zwykłym, prostym myśliwym, szanowaną osobą wcale nigdy nie byłem!!
- Mości panie, sądzę, że to pomyłka, nikim nie jestem…tylko myśliwym…- wyszeptał.
Człowiek ów w czarnej zbroi, mimo zdziwienia Esgaroth’a to usłyszał:
- Mylisz się Esgaroth’cie! Otworzyłeś zmysłem portal, ja sam zabezpieczyłem go magicznymi ornamentami, nikt nie zdoła go otworzyć od zewnątrz bez mojej pomocy, a ja ci nie pomogłem…jesteś kimś ważniejszym niż ci się wydaje!
A teraz jedz naszą strawę, każe ci przygotować komnatę.
Zasiedli do jedzenia, a było pyszne. Mięsko było przypieczone, zioła pachniały, wino smakowało jak potrawa samych bogów.
Po uczcie udał się do komnat, usnął szybko.
Jarkendarowie czuwali nad nim całą noc.
- Śpi jakby nie spał od lat…- Mruknął jeden z nich.
- Jutro pozwolimy mu oddalić się od budynku, niech pozwiedza, przecież to jest jego przeznaczenie – zostać tu…- odpowiedział szeptem drugi.

Rano, gdy Esgaroth otworzył oczy, czuł się wypoczęty. Wyszedł na plac przed budowlą. Jarkendarzy uśmiechali się do niego promiennie, inni kłaniali się, jeszcze inni pozdrawiali go. Czuł się jak u siebie w domu.
-Esgaroth’cie! – Ktoś krzyknął.
Odwrócił się. Był to ów człek w czarnej zbroi.
- Esgaroth’cie, możesz wyruszyć na łowy i pozwiedzać. Nie powinieneś się zgubić…Proszę, twój łuk i miecz – zakończył, oddając mu wyszlifowany, błyszczący, ze wzorami łuk i silną cięciwę. Miecz natomiast był cały ze srebra, rękojeść dobrze przystosowywała się do dłoni.
-Dziękuję ci, a więc wyruszę już teraz.
Rzekłszy to odwrócił się na pięcie i pomaszerował po żwirze na zachód.
Kolejne dni spędzał na strzelaniu z łuku, na chodzeniu po pachnącej trawie i polach. Był zachwycony nowym lądem. Wreszcie, pewnego dnia usłyszał przed sobą szum fal. Pobiegł. Gdy rozejrzał się uważnie po plaży i morzu. Upadł ze szczęścia na ciepły i czysty piasek. Leżał tak długo. Przypływ obmywał jego nogi, a słońce świeciło mocno z góry. Piasek był bardzo wygodny, leżało się na nim lepiej niż na łożu. Szum fal szeleścił mu w uszach. Wyobraził sobie długą, złotą plażę, myślał o wysokich przylądkach i wielkich, brunatnych górach, które widywał na północy. Czuł także woń ziół, zapach drewna i wysokich trzcin.
Czuł zapach Jarkendaru, który rankiem przynosiła bryza od wschodu. Nie liczył godzin przebytych na plaży, gdy zgłodniał jadł krewetki wyrzucone przez morze, a także małże i kraby.
W ciągu następnych dni wyruszył na północ. Tym razem olbrzymi kanion pozostał w oczach Esgaroth’a na zawsze. Trawy rosnące tu tworzyły step, skały pomarańczowo-żółte wznosiły się ku niebu. W jaskiniach, gdzie zapadał cień -Esgaroth odpoczywał. Od czasu wyruszenia z miasta Jarkendarów opalił się mocno, a czuł się zdrów jak ryba. Podczas dalszej części wędrówki wszedł w cień drzew - olbrzymich, pnących się do góry drzew! Nie było ich mało, kilkadziesiąt pni starych jak sam świat z dużymi liśćmi, zarastało teren. Grunt był lekko mokry. Mchy i porosty raz po raz łapały za stopy Esgaroth’a.
Po kilku dniach i nocach bohater ujrzał znów zabudowania. Wkroczył na plac. Natychmiast podbiegł człowiek w czarnej zbroi.
-I jak zwiedzanie Esgaroth’cie?
-Macie przepiękną część wyspy…- Odpowiedział z zapałem.
-Byłeś na bagnach?
-Tak, byłem! Lecz nic nie dostrzegłem ciekawego.
-Esgaroth’cie, gdy nabierzesz sił zabiorę cię na bagna i pokaże ci sekret Jarkendarów. A teraz udaj się do swoich kwater i wypoczywaj. Należy ci się to.
Esgaroth przytaknął i poszedł spać.
Rankiem, gdy tylko słońce rozpoczęło swą wędrówkę po niebie, Esgaroth wyszedł z komnaty na dwór. Człowiek w czarnej zbroi już czekał z kilkoma ludźmi przy boku.
Szli przez bagna, bardzo długo. Nogi ich nie bolały, gdyż mech pod stopami był miękki. W skale przed nimi, była obszerna wnęka, a za nią mały kanion. Na jego końcu, wznosiła się budowla, niczym twierdza. Gdy zagłębili się w jej ciemnych korytarzach, człowiek w czarnej zbroi prowadził ludzi naprzód. Esgaroth uważnie wpatrywał się we wrota na końcu Sali.
- Esgaroth’cie, jesteśmy właśnie w świątyni Adanosa, za tymi drzwiami znajduje się wnętrze. Liczne pułapki prowadzą do przeklętego miecza, samego Beliara. Ostrze te powinno zostać chronione i żaden człowiek nie może go dotknąć! Zapamiętaj to, a teraz wracamy. – Rzekł i odszedł.
Esgaroth chwile wpatrywał się we wrota i nagle przypomniał sobie malowidło na ścianie, które przedstawiało postać z Czarnym Mieczem w ręce.
-Tym potworem był Beliar!! – Wysapał.
Wyszedł ze świątyni i skierował się do swojej kwatery. Dni mijały szybko, Esgaroth chodził na coraz to dłuższe polowania. Znał już większość lokacji w Jarkendarze. Aż pewnego wieczoru, na uczcie, człowiek w czarnej zbroi spytał:
-Esgaroth’cie?
-Tak?
-Chcę w imieniu wszystkich Jarkendarów prosić Cię o zamieszkanie w naszych progach i przystąpienie do przysięgi…
Esgaroth myślał przez jakiś czas. Pokochał ten świat, miejscowych ludzi, harmonie człowieka i zwierząt. Rzekł głośno:
-Zgadzam się, zostanę tu – w Jarkendarze, przy Was! – Jego głos rozniósł się echem po Sali.
Zapadła cisza…
-Niech i tak będzie! – Odparł człowiek w czarnej zbroi i nagle się rozchmurzył –
Chodź Esgaroth’cie za mną. Wstał i wszedł do pomieszczenia za jego krzesłem.
Nowo Przyjęty uczynił to samo.
-Uklęknij- Powiedział człowiek w czarnej zbroi – A teraz Esgaroth’cie powtarzaj za mną:

Oddaje me ciało i ducha w ręce Adanosa
Aby na mnie bóg ten nie patrzył z ukosa
Przysięgam przy wszystkich wiernych Jarkendarach
Że ma noga nie spocznie nigdy na moczarach!
Gdyż wznosi się tam twierdza boga - Ciebie
Gdzie miecz ma swoje więzienie głęboko w glebie.
Skromnie żyć będę pod twym okiem o wodzie i chlebie
Tajemnica miecza niech zostanie nie odkryta
Zasłona światów zostanie zakryta.
Adanosie twa wola jest dla mnie święta
Niech ceremonia przydziału będzie rozpoczęta!


Esgaroth powtórzył ów słowa.
-Witaj wśród nas! Esgaroth’cie…Jam jest Lentharius, a Tobie nadaje, używane wśród wyznawców Adanosa, święte imię: Quarhodron!!!

Koniec części III


Dzieje Esgaroth’a – część IV

Esgaroth znany już jako Quarhodron, ukłonił się Lenthariusowi, ten uczynił to samo. Lata w Jarkendarze płynęły wolno, aczkolwiek ciekawie. Esgaroth starzał się bardzo powoli. Cały czas był pełen energii i radości. Nauczył się idealnie polować. Niektórzy nawet pobierali u niego nauki! W wieku 25 lat Quarhodron spłodził na świat z niewiastą syna. Nazwano go Morioth. Dorastał pod czujnym okiem jego matki – Seleny. Esgaroth chodził z nim codziennie na plażę.
Morioth rósł i rósł, stawał się mężczyzną. Jeden z Jarkendarów uczył go szermierki. Esgaroth był dumny z syna. Tak mijały lata…


W roku, gdy Quarhodron mieszkał w Jarkendarze już ponad 21 lat, jego pociecha weszła w wiek męski. Zwołano lud Jarkendarów na ceremonie imienia.
Morioth nieśmiało przy wszystkich ludziach podszedł do Lenthariusa.
- Czy jesteś gotów, by przystąpić do ceremonii nadania imienia? – Spytał głośno starzec.
- Tak panie…- szepnął cicho Morioth.
- Więc powtarzaj za mną dziecię:

Niech Adanos wybierze me imię
Pozostanie święte za twą sprawą
Adanosie, dopomóż wyboru!!!


Powtórzył.
Quarhordronowi przypomniało się jak sam dostawał imię, jakby to było wczoraj…
-Wybór zapadł!!! – Krzyknął Lentharius – Adanos wybrał imię! Od dziś Morioth nazywać się będzie…Rademes!!!
Liczne wiwaty i okrzyki stłumiły głos starca.
Wiele razy Esgaroth wmawiał dla syna, że nie może chodzić na bagna i opowiadał mu o Mieczu boga ciemności. Młody Rademes słuchał opowieści ze zdumieniem i podziwem.

Pewnego ciepłego wieczoru, gdy Quarhodron i jego syn leżeli, jak co wieczór na plaży i wpatrywali się w rozgwieżdżone niebo, ktoś nadbiegł…
-Quarhodronie, smutne wieści! – Wysapał jeden z Jarkendarów, który nadbiegł z miasta.
-Co się stało?! Mów szybko! – Odparł zdenerwowany Esgaroth, wstając.
-Szybko za mną! Do miasta!…Lentharius umiera!
-Serce Quarhodrona zabiło szybko. – Jak to możliwe?! – Myślał gorączkowo, gdy biegł ile sił w nogach do pałacu.
Wpadł do Sali. Na łożu leżał chory mistrz.
-Ach, Quarhodronie podejdź no do mnie – lekko przywołał go wzrokiem.
Podszedł i pochylił się nad starcem.
-Jestem już stary, choć wieku po mnie nie można określić…
Była to prawda. Odkrył ją jakiś czas temu Quarhodron – Jarkendarzy się nie starzeli…
-Wiem mistrzu…- Szepnął Quarhodron.
-Gdy odejdę do niebios Adanosa, TY obejmiesz władzę nad ludem Jarkendaru,
taka moja wola, i takie…- zamknął oczy- takie…twoje przeznaczenie Quarhodronie…
-Ależ Lenthariusie…nie jestem godzien…
-Uwierz mi, wiem, co robię! Gdy odejdę przejmij dowództwo nad Jarkendarami,
każ wybudować im cztery domy, podziel ludzi na Strażników Umarłych, Uczonych, Uzdrowicieli, Kapłanów i Kastę Wojowników…-odpowiedział na wydechu.
-Tak jest, zrobię jak każesz…- odpowiedział nie zastanawiając się.
- Quarhodronie twój Ojciec byłby z Ciebie dumny…
-Znasz mego Ojca?! Jak miał na imię? – Spytał Esgaroth zapałem. Nie poznał tegoż imienia, gdyż opuścił syna, gdy Esgaroth miał zaledwie 3 lata. Ojciec wyruszył w świat.
Nie odpowiedział…Esgaroth wiedział, że starzec jeszcze żyje, lecz powoli odchodzi w zaświaty.
-Nazywał się Uriziel…- jego klatka piersiowa przestała poruszać się. Serce skończyło bieg.

…Tak umarł mistrz Lentharius…



Quarhodron stworzył legendarną Radę Pięciu. Każdy jeden członek Rady miał zapisane dowództwo nad swoją Twierdzą i ludem w niej mieszkającym.
W ciągu dalszych dni, budowano kamienne Domy. Odbyła się narada, w której Esgaroth prawił gdzie, kto przydzielony będzie. Sam został wyznaczony do Kasty Wojowników, łącznie z jego synem. Nie zależało im, gdzie są, gdyż nie rozumieli, po co jest tworzenie kast. Okrzyknięto Esgaroth’a również Generałem miasta. Lata mijały, budowle wznosiły się i pięły się w górę. Gdy praca była skończona, przydzielono osoby do ich twierdz. Quarhodron jako członek Rady Pięciu został przywódcą całej kasty.
Rademes spędzał dnie i noce w świątyni Adanosa, obok niej mieścił się, bowiem dom Kasty Wojowników. Widywali się coraz rzadziej, a Czarny Miecz spoczywał na mrocznym ołtarzu, głęboko pod ziemią. Rademes był wiele razy wabiony przez samego Beliara, aby otworzyć święte wrota, lecz był dobrym człowiekiem i pokornym sługą Adanosa. Pewnego razu, gdy jesień ukazywała swoje złoto na ziemi, a było to dwadzieścia lat później, Quarhodron postanowił zabezpieczyć Świątynię. Gdyż widział czasem chmarę ciemnego jak sadza
dymu, widział Kruki krążące nad sklepieniem świątyni. Zwołał Rademesa i Khardimona, który był największym magiem, pośród Jarkendarów.
- Posłuchajcie, przyjaciele! Musimy wejść do świątyni, i zastawić trzy pułapki. Każdy z nas stworzy po jednej. Nikt, ale to absolutnie nikt nie może wiedzieć jak ją ominąć, oprócz siebie samego. – Mówił Quarhodron – Rada Pięciu zadecydowała, że tylko trzech członków zakonu założy pułapkę, a następnie zamkniemy świątynię na wieki!
Nastała cisza, małe ptaki mieszkające w wysokich trawach cicho piszczały.
-Adanos wybrał! – Krzyknął nagle Esgaroth – Wejdziemy dziś w Nocy do Świątyni Adanosa!


Gdy blada tarcza księżyca pojawiła się na niebie, Trzech z Rady Pięciu wyruszyło do świątyni. Tam założyli pułapki. Rademes pierwszą, która stawiała
Człowieka nad trudnym wyborem. Khardimon drugą, gdzie utworzył magią zapadnie. Polegały one na szybkiej śmierci, jeśli człowiek nie podąży za światłem…
Quarhodron zaś utworzył ostatnią - trzecią pułapkę. Śmierć nie ominie nikogo, kto nie wie jak otworzyć wrota do ostatniej komnaty. Kilkanaście dźwigni na ścianach oznaczało cierpienie, tylko jedna otwierała wrota…

Gdy robota była skończona, nikt nie znał odpowiedzi na rozwiązanie obcych zagadek. Wyszli ze świątyni.
- Rademesie, synu teraz oddal się.
- Czemu ojcze?
- Nie zadawaj pytań, odejdź do miasta, ale już!
Rademes cicho oddalił się. Gdy zniknął za kurtyną drzew, Esgaroth przemówił do towarzysza:
- Khardimon’ie, czas zacząć Rytuał…- powiedział cicho.
- Tak, Quarhodronie, módlmy się do Adanosa…

Ich głos poniósł się daleko w niezbadane równiny niebieskie, wysoko w domu Adanosa nad nimi…

Adanosie, miecz Beliara, został na wieki w podziemiach
Niech nigdy nie zagości na obcych ziemiach,
Bowiem dusza Beliara zaklęta w te ostrze
Tajemnicy - Śmiertelnik nigdy nie dostrzegł
Niech nieznane pozostanie nieznanym,
Gdy ty panujesz nad wybrańcem lubianym
Podczas rytuału zamknięcia wrót świętych
Komnata będzie miała sześć wrót zamkniętych.
Dopomóż magii sączącej się zewnątrz
Aby ciemność i kurz zalegał wewnątrz
Jesteśmy twymi sługami Adanosie
Panuj i decyduj o naszym losie.


Gdy skończyli poczuli, jak wąska wić magii wypływa z ich ciała. Podeszli do bramy świątynnej, uklękli na brudnej posadzce i wymówili głośno:

“J H E H E D R A A K H A N T A R “

Rademes za pomocą użytej magii usłyszał owe hasło…planował mroczną wyprawę…
Ciężkie Kamienne wrota magiczną siłą zamknęły się od wewnątrz. Chwilę póżniej nastąpiło cos okropnego: Quarhodron wkładał całą swoją magię w zamknięcie za zawsze wrót świątyni, a Khardimon wstał ze zdradzieckim uśmieszkiem na twarzy. Ogłuszył Esgaroth’a, gdy ten się modlił.
- BELIARZE! Twego miecza dotknie śmiertelnik! I będzie władał czarną magią na wieki! – Wrzeszczał Khardimon.
Po dłuższej chwili powstał rozwścieczony Esgaroth. Rzucili się na siebie miotając zaklęciami. Tynk sypał się z sufitu, kilka Ognistych Kul trafiało we wrota. W świątyni rozpętało się straszliwe piekło.
- Plugawco! Zaprzedałeś dusze Beliarowi! – Krzyczał Quarhodron.
- Było warto! To JA trafię do Królestwa Ciemności!!!
Olbrzymia kula Ognia pochłonęła fresk z figurą Adanosa.
W tej samej chwili Gigantyczny piorun okrył Quarhodrona i Khardimona.
Ich ciała eksplodowały, a żar sączył się z ich skóry i oczu…

Nigdy nie wyszli żywi ze świątyni…


Gdy Rademes dowiedział się o śmierci Ojca, nie odzywał się przez kilka miesięcy. Od tego momentu został kuszony przez Beliara coraz bardziej i częściej. Aż pewnego dnia udał się do świątyni, klękając walczył jeszcze ze sobą. Na próżno. Beliar był zbyt potężny. Jego usta same wypowiedziały słowa:

“J H E H E D R A A K H A N T A R “

Wrota ani drgnęły. Rozwścieczony Rademes zerwał się na nogi i wyszedł głośnym krokiem z Sali. Gdy wychodził ze świątyni, zrezygnowany, że nie udało się dostać do środka, ujrzał stary korytarz. W komnacie na końcu, freski przedstawiały tym razem, nie Adanosa, lecz Beliara mordującego ofiarę na ołtarzu. Przedstawiały także ta samą Salę gdzie się znajdował Rademes.
- A więc to tak! – Ryknął rozwścieczony patrząc na ołtarz.
Wiedział, co ma zrobić…
Tej samej nocy, przed świtaniem porwał kobietę do świątyni.
Jarkendarzy ujrzeli owy czyn, niektórzy rzucili się na niego, lecz po chwili polegli śmiertelnie zranieni magią. Niosąc kobietę miotał zaklęcia z oczyma pełnymi nienawiści.

- Beliarze! Żądasz krwawej ofiary z niewinnej niewiasty! Oto ona…!!! – Krzyczał Rademes kładąc ogłuszoną kobietę na ołtarzu.
Głośny świst dobiegał z malowideł.
Następnie, ów człowiek bezlitośnie zamordował niewiastę. Nożem wycinał na jej ciele znaki i pentagramy. Umarła w straszliwych męczarniach. Oczy Rademesa były przekrwione, oddychał nierówno, chwiał się podczas Rytuału Śmierci.
Zmasakrowane ciało kobiety leżało bezwładnie na ołtarzu.
Jasna krew płynęła po marmurowej posadzce, obmywając kolana Rademesa.

Nagle ze zwłok, wystrzeliły żółte, jasne jak słońce pioruny. Człowiek wstał i napawał się nimi z uśmiechem. Zostawiając obumarłą niewiastę wycofał się mówiąc:
- Rytuał zakończony Beliarze…
Ukląkł po raz kolejny przy wrotach świątyni, tym razem jego ciało trzęsło się.
Opętał go bóg Ciemności…

“J H E H E D R A A K H A N T A R “

Głos rozniósł się echem po ścianach. Ściana drgnęła. Rademes wstał, rozłożył ramiona, gdy światło oślepiło jego figurę. Sprawdził czy niema nikogo w pobliżu i zanurzył się w oślepiającym błysku dobiegającym z wewnątrz.
Poczuł lekkie drgawki na ciele, lecz nic się nie stało.
Pierwsza pułapka czekała tuż za rogiem…
Przez ponad dwie minuty rozwiązywał zagadkę, polegającą na wciśnięciu odpowiedniego przycisku na ścianie, każdy z nich miał charakterystyczną rycinę. W końcu udało mu się rozwiązać własną pułapkę. Świątynia była dość jasna, lecz w jednym pomieszczeniu zaległa nieprzebyta ciemność. Rademes wiedział, że to już druga komnata z następną zagadką. Magią zapalił światło.
Przed sobą miał kilka dużych kamiennych tablic. Jedną nogą stanął na pierwszą z brzegu płytę. Natychmiast zapadła się.
- Na Beliara! Cóż to za przeklęte zapadnie?! – Krzyknął sam do siebie, patrząc
jak tafla podłogi roztrzaskuje się na czterometrowych kolcach. Wziął głęboki oddech i za pomocą czarnej magii, Beliar ukazał mu drogę. Rademez ukończył podroż przez pułapkę Khardimona. Wiedział, że to właśnie on stworzył mroczną zagadkę, którą przejdzie tylko sługa boga ciemności…sługą był on sam - Rademes.
Gdy wkroczył szybko do ostatniego pomieszczenia ujrzał przed sobą, na końcu Sali ołtarz. Ciemny miecz złowieszczo drżał leżąc na kamiennym podwyższeniu.
- Potrzebuje swojego pana! – Mówił sam do siebie – Potrzebuje mnie!!! To właśnie ja go wezmę w swe ręce i zniszczę ludzkość!
Ale jeszcze jedna komnata czekała na niego przed dotknięciem miecza – ostatnia pułapka…
Pułapka jego ojca – Quarhodrona. Pomieszczenie było jasne, liczne otwory w podłodze oraz kilkanaście dźwigni zwróciło uwagę Radamesa. Zastanowił się chwilę.
Wziął głęboki oddech i wymówił:

„I G O R I A T H T O R U L L”

Zabłysło zielone światło. Chmary tynku i kurzu wzleciały w powietrze. Czas się zatrzymał…
Jakiś krzyk z głębin ziemi wydobył się i ucichł.
Przed nim stał jego ojciec, jako duch. Ciało miał lekko białe, przezroczyste.
Mądre oczy spoglądały na syna. Czarna zbroja nie była już lśniąca, jak kiedyś.
- Rademesie, cóż żeś uczynił, mój synu? Jak śmiałeś wejść do świątyni?
- Milcz duchu! – Ryknął Rademes – Ty zbudowałeś tą pułapkę, a teraz powiesz mi jak dojść do Szponu Beliara!
- Nie, Rademesie! Nie pozwolę by Beliar opanował Jarkendar. Odejdź teraz!
- Która dźwignia?! – Krzyczał jego syn.
- Odejdź albo twoje imię zostanie zbeszczeszczane na wieki!
Rademes oddychał głośno, jego czerwone oczy świeciły a oddech był nierówny.
Z atakiem furii rzucił się na Quarhodrona. Ten zaś stał tylko i patrzył z bólem w oczach na biegnącego Rademesa. Jego syn wbił rękę w ciało ducha, złapał za serce. Tymczasem Quarhodron zawył z bólu, choć nie powinien nic czuć.
Dotknął najbliższej dźwigni. Srebrzysta łza spadła na metalową podłogę.
Rademes przez chwilę patrzył w jasne oczy ojca. Zapadła śmiertelna cisza. Potem z zaciśniętymi zębami wyrwał białe serce Quarhodrona. W tej samej chwili, kolejne łzy kapały na posadzkę, a Esgaroth pociągnął dźwignie. Metalowe, olbrzymie kolce przeszyły ciało Rademesa, który nadal trzymał w ręce serce Esgaroth’a. Podłoga zaczerwieniła się. Esgaroth leżał bezwładnie na posadzce, a następnie rozpłynął się w powietrzu. Jego syn z przebitym ciałem, nadziany został na metalowe, długie ostrza.
Pozostał w tej komnacie na wieki…



Rada Pięciu wygnała Rademesa, mówiąc:
- Rademes, następca Quarhodrona został wypędzony do świątyni, niech jego truchło spoczywa tam aż skończy się panowanie Adanosa…

Adanos rozzłościł się. Ciskał piorunami w Jarkendarów, mordując. Wiedzieli, że Kasta Wojowników wywołała jego gniew. Klneli w duchu Rademesa uciekając od śmiertelnych piorunów. Rozwścieczona niebieska postać, unosiła się nad chmurami. Wielkie moce niszczyły budynki. Aż nagle olbrzymia fala, łamiąca kości całokowicie pochłonęła budynki.
Przetrwały zatem Domy Budowniczych...
Gniew Adanosa był tak potężny, że Jarkendar stał się ruiną prastarej cywilizacji. Za nim nastąpiły Mroczne Czasy, Esgaroth był wybrańcem. Teraz, jest tylko duchem bez serca…

…Na wieki zasłona światów została zamknięta…



Koniec części IV, ostatniej
_________________
!!! Pamiętaj o swoich Punktach Szczęścia (masz ich tyle do zużycia na jeden dzień, ile wynosi twoje PP). Pozwalają ci one powtórzyć nieudany test jeszcze raz !!! I pamiętaj o manewrach bojowych, które mogą ci nieraz uratować tyłek...
Aktualizuj swoją kartę postaci - to bardzo ważne!


Właśnie zacząłeś przygodę w jakiejś prowincji? Koniecznie zajrzyj TU.


"Paranoja do zdrowe podejście do świata, w którym kultyści i mutanci wydają się czaić za każdym rogiem."
----- Wieże Altdorfu
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Nazwa Skype
Reklama






Wysłany: Sro Kwi 28, 2010 13:55    Temat postu:

Powrót do góry
Hurgar



Dołączył: 03 Lis 2009
Posty: 3419
Skąd: Karak Zorn (znak: Dwa byki)

PostWysłany: Sro Kwi 28, 2010 15:28    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Mrau ;) Przypomniały mi się stare czasy :)

GOTHIC WORLD 4EVER
_________________
Karta Hurgara

Algrom Zajebistyson

Klęska homopedałom! Tylko Craig! Tylko partia heteroseksualna!
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość MSN Messenger Nazwa Skype
Calandil



Dołączył: 24 Sty 2010
Posty: 736
Skąd: Kalisz

PostWysłany: Sro Kwi 28, 2010 15:39    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

PRO :P. Nienawidzę Gothica. Kiedyś byłem mad na jego punkcie, ale cóż...
_________________
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Craig



Dołączył: 02 Lis 2009
Posty: 7409
Skąd: Chciałoby się, co? :P

PostWysłany: Sro Kwi 28, 2010 17:15    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Gothic FOREVER!!!!!! Uwielbiam tą grę! Mam wszystkie części z oryginalnych pudełek!

Nie ocenię tego. Do jest nie do ocenienia. To jest po prostu zajebiste ;)
_________________
Christian Baptist

Aed
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Kazik Z Warszawy



Dołączył: 16 Lis 2009
Posty: 1815
Skąd: Wawa

PostWysłany: Czw Kwi 29, 2010 13:52    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Gothic jest chujowy:P nigdy go nie lubiłem...
_________________
Asteroth Edge
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Esgaroth
Mistrz Gry


Dołączył: 23 Paź 2009
Posty: 22162
Skąd: taki pomysł?! O_o

PostWysłany: Czw Kwi 29, 2010 14:49    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Prosiłem na początku o komentarze do mojego opowiadania a nie gry.
_________________
!!! Pamiętaj o swoich Punktach Szczęścia (masz ich tyle do zużycia na jeden dzień, ile wynosi twoje PP). Pozwalają ci one powtórzyć nieudany test jeszcze raz !!! I pamiętaj o manewrach bojowych, które mogą ci nieraz uratować tyłek...
Aktualizuj swoją kartę postaci - to bardzo ważne!


Właśnie zacząłeś przygodę w jakiejś prowincji? Koniecznie zajrzyj TU.


"Paranoja do zdrowe podejście do świata, w którym kultyści i mutanci wydają się czaić za każdym rogiem."
----- Wieże Altdorfu
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Nazwa Skype
Hurgar



Dołączył: 03 Lis 2009
Posty: 3419
Skąd: Karak Zorn (znak: Dwa byki)

PostWysłany: Czw Kwi 29, 2010 15:33    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Jeżeli dobrze mi się wydaje, to to opowiadanie oceniałem już na GW, więc myślałem, że jestem zwolniony z obowiązku ;)
_________________
Karta Hurgara

Algrom Zajebistyson

Klęska homopedałom! Tylko Craig! Tylko partia heteroseksualna!
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość MSN Messenger Nazwa Skype
Esgaroth
Mistrz Gry


Dołączył: 23 Paź 2009
Posty: 22162
Skąd: taki pomysł?! O_o

PostWysłany: Czw Kwi 29, 2010 20:56    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Owszem, ale ja zwracałem się do Kazika i Calandila... :)
_________________
!!! Pamiętaj o swoich Punktach Szczęścia (masz ich tyle do zużycia na jeden dzień, ile wynosi twoje PP). Pozwalają ci one powtórzyć nieudany test jeszcze raz !!! I pamiętaj o manewrach bojowych, które mogą ci nieraz uratować tyłek...
Aktualizuj swoją kartę postaci - to bardzo ważne!


Właśnie zacząłeś przygodę w jakiejś prowincji? Koniecznie zajrzyj TU.


"Paranoja do zdrowe podejście do świata, w którym kultyści i mutanci wydają się czaić za każdym rogiem."
----- Wieże Altdorfu
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Nazwa Skype
mgc



Dołączył: 04 Lis 2009
Posty: 2960
Skąd: Masz problem??

PostWysłany: Czw Kwi 29, 2010 21:26    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Bardzo mi się podoba :) chciałbym zobaczyć jakieś bardziej aktualne dzieło, by porównać jak na przestrzeni lat zmieniłeś się, poprzez czytanie kilogramów książek :D
_________________
Lotar - karta postaci

Mordrin Garilsson*

Sven-Li Gimmlison*

Wilem*

Garil Mordrinson

enCEPY

* jeśli nie masz dostępu - wykup konto premium
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Esgaroth
Mistrz Gry


Dołączył: 23 Paź 2009
Posty: 22162
Skąd: taki pomysł?! O_o

PostWysłany: Czw Kwi 29, 2010 21:29    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Może wrzucę ostatnie z moich opowiadań. Też pisane tym razem 3-4 lata temu... jest tam ciekawa granica, bowiem trzy pierwsze części pisałem jak lat miałem 13, a kolejne części (4 i 5) jak miałem już prawie 16. ;)
_________________
!!! Pamiętaj o swoich Punktach Szczęścia (masz ich tyle do zużycia na jeden dzień, ile wynosi twoje PP). Pozwalają ci one powtórzyć nieudany test jeszcze raz !!! I pamiętaj o manewrach bojowych, które mogą ci nieraz uratować tyłek...
Aktualizuj swoją kartę postaci - to bardzo ważne!


Właśnie zacząłeś przygodę w jakiejś prowincji? Koniecznie zajrzyj TU.


"Paranoja do zdrowe podejście do świata, w którym kultyści i mutanci wydają się czaić za każdym rogiem."
----- Wieże Altdorfu
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Nazwa Skype
mgc



Dołączył: 04 Lis 2009
Posty: 2960
Skąd: Masz problem??

PostWysłany: Czw Kwi 29, 2010 21:32    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Ooo.... super! Czekam z niecierpliwością! A żeby był ładny ciąg (przesadzam z przygotowaniami do matmy...) to teraz coś powinienieś napisać, skoro prawie masz 19 lat ;)
_________________
Lotar - karta postaci

Mordrin Garilsson*

Sven-Li Gimmlison*

Wilem*

Garil Mordrinson

enCEPY

* jeśli nie masz dostępu - wykup konto premium
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Esgaroth
Mistrz Gry


Dołączył: 23 Paź 2009
Posty: 22162
Skąd: taki pomysł?! O_o

PostWysłany: Czw Kwi 29, 2010 21:40    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Boję się.
_________________
!!! Pamiętaj o swoich Punktach Szczęścia (masz ich tyle do zużycia na jeden dzień, ile wynosi twoje PP). Pozwalają ci one powtórzyć nieudany test jeszcze raz !!! I pamiętaj o manewrach bojowych, które mogą ci nieraz uratować tyłek...
Aktualizuj swoją kartę postaci - to bardzo ważne!


Właśnie zacząłeś przygodę w jakiejś prowincji? Koniecznie zajrzyj TU.


"Paranoja do zdrowe podejście do świata, w którym kultyści i mutanci wydają się czaić za każdym rogiem."
----- Wieże Altdorfu
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Nazwa Skype
Kazik Z Warszawy



Dołączył: 16 Lis 2009
Posty: 1815
Skąd: Wawa

PostWysłany: Czw Kwi 29, 2010 21:49    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

co tylko do nas? A do tych co lubią to już nie?
_________________
Asteroth Edge
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Esgaroth
Mistrz Gry


Dołączył: 23 Paź 2009
Posty: 22162
Skąd: taki pomysł?! O_o

PostWysłany: Czw Kwi 29, 2010 22:37    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Nie, durniu, bo Thormir skomentował opowiadanie i gothica. Hurgar zaś skomentował to na innej stronie.

Ty i Calandil skomentowaliście grę, która w tym wypadku jest tylko światem w którym zamieściłem opowiadanie.
_________________
!!! Pamiętaj o swoich Punktach Szczęścia (masz ich tyle do zużycia na jeden dzień, ile wynosi twoje PP). Pozwalają ci one powtórzyć nieudany test jeszcze raz !!! I pamiętaj o manewrach bojowych, które mogą ci nieraz uratować tyłek...
Aktualizuj swoją kartę postaci - to bardzo ważne!


Właśnie zacząłeś przygodę w jakiejś prowincji? Koniecznie zajrzyj TU.


"Paranoja do zdrowe podejście do świata, w którym kultyści i mutanci wydają się czaić za każdym rogiem."
----- Wieże Altdorfu
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Nazwa Skype
Boom



Dołączył: 10 Lip 2018
Posty: 1

PostWysłany: Wto Lip 10, 2018 10:38    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Bardzo ciekawie napisane
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Reklama






Wysłany: Wto Lip 10, 2018 10:38    Temat postu:

Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Warhammer PBF Strona Główna -> Karczma Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

Warhammer PBF  

To forum działa w systemie phorum.pl
Masz pomysł na forum? Załóż forum za darmo!
Forum narusza regulamin? Powiadom nas o tym!
Powered by Active24, phpBB © phpBB Group
Charcoal Theme by Zarron Media